O dekoracjach

Robimy śluby – Country Park pod Gajem

Jest marzec. Za naszym oknem, podobnie jak za Waszym jest zimno, ciemno, wieje wiatr i przez ulice przetaczają się pojedyncze, skurczone sylwetki. Różnica polega tylko na tym, że Wy za chwilę przekręcicie się na drugi bok, w końcu jest weekend, a my w tę ciemność ruszymy, by jeszcze przed wschodem słońca znaleźć się w Country Parku – miejscu, które dziś wypełni muzyka, śmiech i frezja – główny kwiat tych dekoracji. Myślicie, że praca florysty jest przyjemna? Macie racje! Tylko te poranki…

W wyścigu ze słońcem przegrywamy, bo dojeżdżając na miejsce pierwsze promienie już odbijają się od dachu sali weselnej. Powód? Madzia nie umie odmówić Orlenowi i tamtejszej kawie. O dziwo o tej nieludzkiej porze poza nią dość sporo osób miało to samo pragnienie. No ale dojeżdżamy. Teren Country Parku jest ogromny, piękny i bardzo zadbany. Szybkie zdjęcie, które widzicie poniżej i zabieramy się za zabawę.

Podział obowiązków na początku dnia wygląda mniej więcej tak, że ja noszę, targam i dźwigam, a Madzia w tym czasie z ogromną uwagą i skupieniem chodzi po sali sprawdzając czy fundamenty stoją pewnie, czy dach nie przecieka albo wszystkie stoły mają po cztery nogi. Sytuacja zmienia się później, kiedy na sali lądują kwiaty, przygotowane dzień prędzej w pracowni. Rozpoczyna się proces aranżacyjny, w którym jej lepiej nie przeszkadzać. Więc chwytam za girlandy z żarówek, rozstawiam drabinę i pracuję. Madzia w tym czasie tworzy coś, co widzicie później na zdjęciach.

Dekoracje w Country Parku zaprojektowaliśmy wspólnie z Dorotą – naszą klientką, w typowy rustykalny sposób. Bukiety w wazonikach, ułożone tak, by wyglądały jak dopiero co zerwane na łące. Na stole pary młodej płaska kompozycja niezasłaniająca głównych bohaterów, nad głową świecące żarówki. Do frezji, jako kwiatu głównego dodaliśmy jaskry, tulipany, szafirki, lwie paszcze, intensywnie fioletowe anemony, subtelny wax i odrobinkę gipsówki, dla smaku. Całość wzbogacona min liśćmi eukaliptusa. Efekt? Natura wpadła w słoik!

Ponadto ukwiecamy kościół. I tu dygresja. Są kościoły, gdzie gospodarz ksiądz to cudowny człowiek, otwarty i bardzo cierpliwy. Są też kościoły, gdzie trafiamy na jegomościa, jakby obrażonego, że naruszamy porządek świątyni. Przez lata pracy udało nam się na to uodpornić, a nawet zrozumieć księży. I dzięki temu możemy tutaj napisać o jednej rzeczy – drogie Pary Młode, kiedy zdecydujecie się na współpracę z dekoratorami i wprowadzicie ich do kościoła zastrzegajcie sobie, że po uroczystości muszą oni sprzątnąć kościelne dekoracje. Wielu księży opowiadało nam, jak po uroczystości musieli zając się ściąganiem bukiecików z ławek, zamiataniem płatków kwiatów, sprzątaniem konfetti sprzed kościoła. Po takich doświadczeniach ta niechęć do dekoracji jest jakby bardzie zrozumiała.

Wizję w gotową dekoracje udaje nam się przekształcić mniej więcej w 3 godziny. Rozsiadamy się więc wygodnie na krzesłach gości i mamy chwilę, by popodziwiać, dopić herbatę z termosu i dogryźć kanapkę. Chłoniemy te chwilę także dlatego, że wyjątkowo nie ma z nami Heleny. Ten mały wulkan energii został z babcią, choć jej nieobecność po kilku godzinach staje się nieprzyjemnie odczuwalna. Staliśmy się rodzicami uzależnionymi od swojego dziecka i od pracy, co udaje się niesamowicie pogodzić.

A na koniec dnia nasz cotygodniowy rytuał – po udanym zleceniu idziemy na kolację. Randka wliczona w cenę zlecenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *