O związkach

Komu bije dzwon – czyli skąd wiadomo, że mam się jej oświadczyć?

Jesteś facetem. Bujasz się z nią już dość długi czas. Trzymanie jej za rękę nadal sprawia Ci przyjemność, lubisz zapach jej włosów, akceptujesz dziwne przyzwyczajenia… W takim razie czy to ten moment?

Najpierw podejdź do lustra, odkręć zimną wodę, nabierz jej w ręce i chluśnij sobie w twarz. Potem spójrz w lustro jeszcze raz. Ja poczekam.

Wróciłeś? A więc jednak zastanawiasz się nad tym na poważnie. No cóż. Siadaj zatem wygodnie, nie spinaj się i broń Boże nie czytaj wszystkiego jednym tchem. Co jakiś czas przerywaj, patrz w okno i analizuj, co właśnie przeczytałeś. Jak dojedziesz do końca będziesz już wiedział…

Zacznijmy zatem przyjacielu (zwracam się do Ciebie ”przyjacielu”, bo piszę od serca dla serca, a jak faceci decydują się na taką relację – to sam rozumiesz)… a więc zacznijmy od tego, że nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu, że życie po ślubie zmienia się całkowicie. Powiedziałbym nawet, że zmienia się tak, jak logo Juventusu – nagle, diametralnie i przynajmniej na początku trudno się pozbierać (wiem, że bloga czytają też kobiety więc dla Was link tutaj, aby wiedzieć o czym mówię). I nie ważne czy mieszkacie już ze sobą od dawna czy teraz dopiero zaczniecie. Efekt jest zawsze ten sam. A to dlatego, że w mózgu faceta musi dokonać się coś bardzo dziwnego i złożonego. Nie ma sensu przytaczać wszystkich psychologiczno – biologicznych terminów, bo proces ten zawiera się w jednym zdaniu: facet po ślubie wchodzi w nową rzeczywistość, gdzie „Ja” w cudowny sposób zaczyna dzielić się na dwa. Już nie ma akcji typu „Ja idę na piłkę z chłopakami”. Teraz trzeba inaczej – „My spędzimy ten dzień razem, kochanie, a na sam koniec, kiedy będziemy już zmęczeni od tych wszystkich wrażeń i popękani od śmiechu i wspólnej radości – ja na chwilkę skoczę na piłkę z chłopakami, abyś mogła odpocząć”. Śmiejesz się? Stary – tutaj też nie ma ani grama przesady. Ja naprawdę znam facetów, amigo figofago przed ślubem, którzy tak spokornieli, że gdyby nie listy gończe puszczone za nimi wkleiłbym tu ich fotki na potwierdzenie. Zresztą pamiętajcie jak rapuje „pan wieczna impreza” – „i pije teraz mniej, żeby nie wkurwiać jej”. Jeśli przechodzisz przez to już w czasach „chodzenia ze sobą” – narzeczeństwo to pogłębi, a ślub uczyni normalnym.

Myślisz, że przesadzam, bo teraz jest przecież inaczej?

Powiem Ci czemu teraz jest inaczej. Czas „chodzenia ze sobą” jest jak targi biznesowe. Budujecie swoje stanowisko, stajecie za pulpitem i jesteście jednocześnie marką, towarem i sprzedawcą. Z tą tylko różnicą, że macie jednego klienta bądź klientkę , któremu na każdym kroku staracie się zaimponować. Ty przykładowo kreujesz się na towar, który ma dożywotnią gwarancję, bo taki jesteś zajebisty i nikt nigdy nie wnosił reklamacji. I taka klientka patrzy sobie na Ciebie, próbuje Cię, dotyka, maca, wącha i sprawdza – czy towar otwiera drzwi przed nią, czy umie ją rozśmieszyć, kiedy smuta, czy w kinie trzyma za rączkę, czy już zrozumiał, że w kobiecym zegarku 30 min. to jak duża wskazówka zrobi dwa pełne obroty itd. itp. Kiedy już wypróbuje Cię w różnych warunkach – wtedy otwiera delikatnie usteczka, robi niewinne oczka i dość często, acz subtelnie pokazuje Ci, że na serdecznym paluszku jakby czegoś brakowało. A Ty chętnie w tę grę grasz, bo ona ma to, czego potrzebujesz – tyłek jak poduszkowiec, piersi jak marzenie i myśli, którymi Cię inspiruje – w takiej właśnie kolejności.

To wszystko, co do tej pory przeczytałeś napisałem tylko dlatego, żebyś wiedział na co się piszesz i w co się teraz bawisz. Fascynujące jest to, że pomimo wiedzy nadal mamy ochotę łączyć się z kobietą przed ołtarzem, przysięgać na słowo honoru i walczyć, by to wszystko trwało…

Ale skąd mieć pewność, że to właśnie z tą kobietą, a nie na przykład z Kasią, która zawsze, kiedy przechodzi obok mojego biurka to czuję zapach bzu i agrestu, a jej piersi tak dzielnie stawiają opór grawitacji?

Otóż odpowiedz jest prosta. Ta Kasia nie zawsze pachnie bzem i agrestem (jak w ogóle, Panie Sapkowski, pachnie agrest?). Jej piersi kiedyś przegrają tę nierówną walkę i opadną jak zegary u Daliego. Ty natomiast masz teraz obok siebie kobietę, która częściej niż bzem, pachnie codziennością. I ten zapach nie wkurza Cię, nawet go lubisz. Masz obok siebie kobietę, która po zmyciu makijażu jest do siebie podobna, a nawet jakby bardziej urocza. Ta kobieta wstaje rano o tej samej porze, co Ty, by zrobić Ci kanapki, choć mogłaby przecież pospać dłużej. Ona dorzuca Ci jeszcze roszponkę i jarmuż do drugiego pojemniczka, żebyś miał zdrową niespodziankę, choć przed poznaniem jej byłeś pewien, że roszponka to jedna z księżniczek Disneya. Ta kobieta, choć wkurza Cię często i niemiłosiernie ma Twój ulubiony rozmiar piersi, nosi Twoje ulubione sukienki, a nawet jak nie są ulubione, to jakoś magicznie sprawia, że takimi się stają. I na koniec to właśnie ona w Twoich wyobrażeniach pasuje Ci najlepiej na mamę dla waszych dzieci i choćbyś nie wiem jak się starał, to jakoś nie umiesz sobie wyobrazić, że to Kaśka, a nie ona utula je do snu.

W tym tekście „Ja” dzieli się na dwa. W innym „My” podzieli się na trzy – czyli o tym, dlaczego nie warto robić dzieci zaraz po ślubie.

7 thoughts on “Komu bije dzwon – czyli skąd wiadomo, że mam się jej oświadczyć?”

  1. W moim odczuciu, niektóre rzeczy, ująłeś trochę stereotypowo. Z gabinetu (jestem psychologiem) wiem, że kobiety mają równie duże lęki przed zaangażowaniem i nie tylko faceci obawiają się, że zostaną „związani” po ślubie. Inna sprawa to to, że wiele par jednak nadal z powodzeniem kontynuuje wychodzenie na piłkę z chłopakami, spotkania z przyjaciółkami, samotne wyjazdy. Sa takie, które przeginają z indywidualnością, są takie które przeginają ze „zlaniem się z partnerem” i są takie, mniej liczne, które nauczyły się szczerze rozmawiać, traktować się jak team i udaje im się zachować balans między bliskością i indywidualnością. Myślę sobie, że ciężko nadal się inspirować i być swoimi ulubionymi ludźmi, a nawet budować bliskość jak wszystko robi się już razem i swoje własne zainteresowania, potrzeby spycha się pod „my”. Pozdrowienia!

  2. Hej.pieknie napisane…u mnie z żona bylo tez ciekawie.Kolega.przyszly szwagier gral na gitarze.ja tez….i ten impuls.strzal Amora.Ona..panna I.jak Ja zobaczylem .to wiedzialem .ze to milosc…..te dotykanie.pocalunki kradzione w dniu wyjazdu Jacka do wojska….pozniej czas mijajal…bylo 15lat irenki…potem 17lat….wyjazdy do hotelu.dyskotek…kradzione pocalunki i….decyzja w chwili.gdy byl z nami syn Mati..i to bylo piekne…wesele…i naturalnosc w czasie radosnego swietowania….tez byles z nami…pamietasz?5.10.1991r…..co stalo sie 17lat pozniej.nie napisze….nie na tej stronie.pozdrawiam.

  3. Świetny wpis! Czyta się lekko a jednocześnie zachęca do refleksji. Zabawnie i prawdziwie! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *