O związkach

Kłótnie, czyli dlaczego siekierą w łeb nie działa

Bycie w związku powoduje kilka efektów ubocznych. Są takie, którą mogą wystąpić, ale nie muszą, oraz takie, które zdarzą się na pewno. Z tych pewniaków dziś wymienię jeden – kłótnie. I nawet jeśli jesteście obecnie parą, która najbardziej drażni znajomych – milusińskie przytulaski z ciepłym głosikiem i zawsze splecionymi rączkami to nawet Was to w końcu trafi. Pokłócicie się. Ona przez Ciebie zapłacze, a Ty przez nią zaklniesz tak, że ziemia się zatrzęsie. Sztuką jest jednak kłócić się tak, żeby po kliku latach związku czy małżeństwa nie stać się emocjonalnym wrakiem czy zgorzkniałym skurczybykiem.

Znam facetów, którzy podczas kłótni bawią się w saperów. Ciągną delikatnie kolejne druciki, majstrują przy kobiecie, z wyciągniętym jęzorem nawlekają kolejne argumenty. Czasem kopnie ich prąd, czasem dostaną z liścia, ale koniec jest zawsze ten sam… ROZPIERDOL. Znam facetów, którzy robią to przy każdej kłótni! Wchodzą w labirynt kobiecej psychiki i próbują dostać się do wyjścia według swoich reguł, czyli drogą najkrótsza i wytyczoną przez nich, nie przez labirynt. Ci goście za każdym razem nabijają kaburę argumentami nie do obalenia, stawiają kobietę pod ścianą lub sadzają na fotelu i ładują w nią cały magazynek. Po takiej serii milkną na chwilę, patrzą czy oddycha, czy ma jeszcze pretensje… i jak ma, to dobijają jakimś ulubionym wyzwiskiem albo porównaniem. Taki strzał z dubeltówki w skroń, coś w stylu – „a ja narzekałem na moją byłą”, albo „blond plereza to nie przypadek” lub moje ulubione choć już wyświechtane „jak Twoja stara”. I pozamiatane. Kancelarie już zacierają rączki, bo będzie nowy dokumencik rozwodowy i nowy klient.

Chłopaki, trzeba wyjść z tego koła. Jeżeli szermierka na argumenty zawsze kończy się tak samo to znaczy, że czas zmienić sposób walki. Ale nie chodzi o to, żeby szpadę szermierza zamienić na topór dwuręczny.

My faceci, obojętnie gdzie jesteśmy to zawsze mamy jeden cel. Zrobić wrażenie! Przyjeżdżamy autem do mechanika i gość nam gada, że do wymiany jest koło dwumasowe. A my co? A my odpowiadamy „cholera tak myślałem od razu”. I nie ważne, że nie wiemy nawet, które z czterech kół jest dwumasowe i co to w ogóle za ustrojstwo. Tak samo dzieje się w kłótni. Nasze musi być na wierzchu. A w kobiecie narasta wkurwienie.
Wiecie czemu? Bo ona Ciebie mówiącego w ogóle nie słyszy. Ona widzi typa, który z miną profesora macha rękami, jak mim na scenie. Słyszy tylko szum i głos w swojej głowie, który mówi „patrz jaki debil, Ty biedna sarenko, w co żeś Ty się władowała, on nic nie kuma”.

Mądry facet wie, że są momenty, kiedy rozmowa z kobietą nie jest możliwa. I co wtedy? Otóż drogi przyjacielu, jak widzisz, że zbliża się wkurwienie – uciekaj. Bo wkurwienie, to jasny sygnał do ewakuacji. I nawet jeśli mówi Ci, że woli pogadać to w tym jednym momencie, tuż przed wybuchem lepiej się zwijaj, bo tylko w ten sposób unikniesz tornada. Zejdź jej po prostu z oczu, bo wkurwiona kobieta, to nie kobieta – to monstrum, któremu zmienił się głos na dużo niższy. Albo stał się tak wysoki, że rozbija szkło. Wkurwiona kobieta dostaje nadludzkiej siły, potrafi podnieść miskę z praniem i rzucić ją w Ciebie, choć do tej pory zawsze prosiła, byś jej tę miskę przeniósł do pokoju, bo jest za ciężka. I warto przed tym wystrzałem wyjść, ale nie ostentacyjnie, z solidnym trzaśnięciem drzwiami, bo wtedy może te drzwi rzucić za Tobą. Warto wtedy wyjść, albo raczej „usunąć się” (to termin obowiązujący oficjalnie) mówiąc jej tylko, „że nie chcesz jej drażnić swoim widokiem, bo widzisz jak jest zła” Powiedz jej, że wrócisz za niedługi czas i może wtedy porozmawiacie.

Ty masz jakąś godzinkę dla siebie. Możesz wtedy zrobić, co chcesz. Jak za oknem zima, możesz skoczyć na szybkie piwko do pubu. Jak za oknem lato, też możesz skoczyć na piwko, tylko nad wodę. Godzinka z reguły wystarczy. Ona myśli, że Ty myślisz o całej tej sytuacji i analizujesz, co zrobiłeś źle. Ale nie, ty robisz coś znacznie pożyteczniejszego. Ty się relaksujesz dzięki czemu nie pogłębiasz kłótni swoimi durnymi argumentami mówiącymi, że to nie Ty nawaliłeś, ale ona. Wilk syty, a właściwie upojony, a owca cała, a nie emocjonalnie przeorana Twoimi racjonalnymi argumentami.

A po godzince wróć, żując gumę, bo guma poza zneutralizowaniem zapachu małego pszenicznego doskonale wpływa też na opanowanie i koncentracje. Widziałeś kiedyś, jak żują gumę zawodnicy NBA? Albo Alex Ferguson? Faceta żującego gumę nie da się wyprowadzić z równowagi, zranić byle słowem. Facet z gumą to cwaniak, koleś, który kuma tę rap grę.

I kiedy już wróciłeś, kiedy widzisz, że Twoje ubrania pozostają nietknięte, a walizka schowana tam gdzie zawsze, wtedy zrób coś niesamowitego. Wtedy weź Ty ją człowieku albo przytul, albo zajdź od tyłu i pocałuj w czubek głowy, delikatnie, jakbyś całował piłkę wyjętą z bramki po Twoim golu na 3:2.

Ale tu uwaga: ona może się odsunąć, może odstrzelić scenę dramatyczną z jedną łzą spływającą po policzku. Ona może nawet nadal imitować focha. Ale to na Ciebie nie działa. Ty masz gumę w buzi, parę % w głowie po małym piwku i tę świadomość, że właśnie wspiąłeś się na wyżyny męskiej wrażliwości, ostatecznie zaprzeczyłeś, że facet pochodzi od małpy… Ty pokazałeś, że nie chcesz się kłócić, walczyć na słowa, miotać argumentami. Ty chcesz po prostu w spokoju wpędzić wieczór, bo ją kochasz (wersja oficjalna – oczywiście prawdziwa) oraz napić się drugiego piwka (wersja nieoficjalna, choć też prawdziwa).

I na koniec już zupełnie na poważnie, kłótnie i emocje to normalna sprawa. Nie zawsze da się wyjść, wrócić i pogadać. Czasem znajdziemy się w samym środku tornada, czasem język aż zasyczy od wyzwisk i przekleństw, ale w tym wszystkim warto pamiętać, że dwie minuty wybuchu i wyładowania to później minimum dwa dni godzenia i dochodzenia do normalności. Każdy wbity w nią gwóźdź to później godziny mocowania, by ten gwóźdź wyjąć i jeszcze więcej czasu potrzebnego, na załatanie dziury po tym gwoździu pozostałej. A my faceci kumamy, co warto, a co się opłaca.

Jeżeli po przeczytaniu tego pomyślałeś sobie „z nią tak się nie da” to zapraszam Cię do kolejnego tekstu „Dlaczego nie warto rozstawać się zbyt szybko”. A za tydzień widzimy się w tym samym miejscu.

2 thoughts on “Kłótnie, czyli dlaczego siekierą w łeb nie działa”

  1. Właśnie kończymy tydzień nauk narzeczeńskich (to był baaardzo ciężki tydzień, dzisiejszy piątek będzie cudownym, upragnionym piątusiuniem!)…
    Pierwszym tematem tych spotkań była miłość małżeńska oraz problemy, czyt. kłótnie.
    Nie uwierzyłabym, gdybym nie słyszała na własne uszy, że o miłości można mówić tak beznamiętnie, tak naukowo-ą-ę, czytając wszystko z kartki (chyba jakaś praca dyplomowa…?), głosem bez totalnego wyrazu… śmiem twierdzić, że wykłady ze statystyki wypadłby przy tym na plus!

    A potem wchodzę tu.
    Wchodzę, czytam, śmieje się i kiwam głową.
    Da się? Da się! 🙂

    1. Aaaaaale miłe słowa! Dziękuję Ci bardzo i postaram się, aby następne wpisy nie rozczarowały;) A co do nauk – jak wspominam swoje, to wcale nie było lepiej ;/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *