O związkach

Co powstrzymuje nas przed rozstaniem?

Od kilku lat prowadzę spotkania z narzeczonymi dotyczące planowania dekoracji ich ślubu. Większość, ogromna większość to cudowni ludzie, w których nie trzeba wpatrywać się zbyt długo, aby dostrzec uczucie. Ale zawsze w sezonie zdarzy się para, na którą patrzę i zastanawiam się „czemu decydujesz się związać z tym pajacem”? „Co Cię podkusiło biedaku, że chcesz mieć taką burą żonę?”

Schemat jest zawsze ten sam – on, luzak szyderca, miszcz salta oczami. Ona zaangażowana, z wypiekami opowiadająca mi o kwiatach, wizji, marzeniach.

Albo inaczej…

Ona wiecznie w pozycji atakujacej – wie lepiej co pasuje, niż ten kmiotek obok. W ogólnie nie wiadomo po co on tu przylazł, nawet garnitur musi mu sama wybierać. On, z wyuczonym półuśmieszkiem przyjmuje wszystko spokojnie, bo „taka już jest”.

Wiem, że moje spotkania z nimi to tylko pewien wycinek rzeczywistości, ale nie wmówicie mi, że jak oni wychodzą, dopiwszy kawę, to chłopak nagle odzyskuje szacunek do jej emocji i pasji, a dziewczyna przestaje traktować go jak kurz na ramieniu. Mimo tego są nadal ze sobą. Chcą się pobrać, uzależnić od siebie na całe życie. Chcą mieć dzieci, wspólny dom, wspólne łóżko…

Życie niestety zbyt często pokazuje, jak takie związki się kończą. Ich dzieci patrzą wówczas w puste oczy matki, która od kilku lat szuka zrozumienia u tatusia, ale tatuś tego zrozumienia nie ma. Tatuś ma duży brzuch, oczekiwania, wymagania. Tatuś ma czasem pannę na boku, albo konto premium na którejś ze stron zakazanych, bo mamusia chodzi ze znakiem „zakaz wjazdu” wypisanym na twarzy. Oboje szukają wtedy chwili, kiedy to wszystko się spieprzyło. I nie znajdują jej, bo nic poza francuskimi autami nie pieprzy się nagle, nieoczekiwanie, w jednym momencie. Proces pieprzenia się jest długi. Ale kiedy się zaczyna, zauważamy go. Tylko czemu nie reagujemy? Jest wiele powodów, które powstrzymują nas przed rozstaniem. Ja wymienię kilka, wy na końcu dorzucicie swoje.

1. Nadzieja, że się zmieni

Ludzie się zmieniają. Na gorsze. Pamiętacie tę scenę z filmu American Beauty, kiedy Kevin Spacey pyta swoją filmową żonę, gdzie podziała się ta dziewczyna, która wbiegała na dach ich bloku, żeby pokazywać cycki pilotom śmigłowców? Jak nie pamiętacie, macie to tutaj. Pytanie jakby na chwilę obudziło kobietę, parę razy stęknęła seksownie, odchyliła szyję do pocałunku i BUM! Kevin miał w ręku butelkę z piwem, które mogło wylać się na kanapę za paręset dolarów. Czar prysnął, wróciło stare. U was jest podobnie? Szukasz dawnej Basi, która bez mrugnięcia ściemniała mamusi, żeby wyrwać się z Tobą na weekend? Szukasz tamtego Kubusia, który nie był mrukliwym gburem z portfelem na kłódkę? Coś Ci powiem. Tamta osoba już nie wróci. Tzn nie wróci dokładnie taka, jak w Twoich wspomnieniach, które zabarwione nutą sentymentalną prowadzą prostą drogą do depresji. Ludzie się zmieniają, częściej na gorsze, a naszą rolą jest czy to w małżeństwie czy w narzeczeństwie te zmiany monitorować i działać, kiedy pojawią się pierwsze symptomy tego przysłowiowego „przegięcia pały”. Chce wierzyć mocno, że związek jest dokładnie taki, jak chcemy, aby był, a druga osoba staje się tym, kim chcemy, aby się stała lub tym, kim pozwolimy jej się stać. Nawet jeśli to naiwne i banalne.

2. Przyzwyczajenie

Miała być znajomością na jeden spacer, a on klinem na zapchanie dziury po byłym. Noc, łóżko, prosecco z lodem. Procenty przełamały lody, oksytocyna zalała mózg. Rano dziwnie nie chciało się wyjść bez śniadania. Potem był drugi raz, ten sam zestaw, potem trzeci i tak to się jakoś zaczęło ciągnąć. Miłość? Nieeee… chyba nie. Dobrze im razem, jest fajnie w łóżku. Zresztą przyzwyczaili się. Mija rok, drugi… Dziewczyna staje się niecierpliwa. Pierścionek. Mało wspólnych tematów. Trochę nudno. Ale przyzwyczajenie. Spotkanie ze mną, planowanie dekoracji. Ślub. I niby kiedy zaczęło się pieprzyć?

3. Biologiczny zegar

Za kurtyną pozorów i niezależności kryje się mała Basia, znana bardziej jako Barbara. Basia, jak każda mała dziewczynka miała marzenie – marzenie o spotkaniu chłopca, którego dotyk będzie ją usypiał lub rozpalał. Którego wzrok będzie kruszył w niej nieśmiałość, a głos podnosił z każdej dziury. Basia dorastała i na początku dość intensywnie rozglądała się dookoła, gdzie ten chłopiec się skrywa. Mama jednak skarciła Basię, mówiąc, że kobiecie nie wypada się tak rozglądać. Wypada jej usiąść i czekać. Więc Basia czekała, długo czekała. W międzyczasie nieco bardziej aktywne koleżanki powychodziły za mąż, porodziły dzieci, zdobyły doktoraty z wypełniania kart 500+. Basia zaczęła rozumieć, że z siedzenia i czekania nic nie wynika. Chciała to wykrzyczeć mamie, ale ta w międzyczasie zmarła, wiec nie było na kim się wyładować. Basia uwolniona spod wzroku mamy, założyła konto w internecie. Na to konto napisał chłopak. Nie był zbyt podobny do tego z dzieciństwa. Ale zniecierpliwiona i trochę już zdesperowana nauczyła się lekko mrużyć oczy, co miało przysłonić tych kilka wad. Udało się. On też widocznie umiał mrużyć oczy, bo szybko się pobrali. Basia nie była szczęśliwa. Skąd to wiem? Niedługo po ślubie zapytała Pana Google „ile średnio żyje mężczyzna w Polsce?”.

4. Wizja przyszłości

„Zbuduje Ci dom, żebyś miała schron.”* Ty urodzisz mi dzieci. Będziemy je kochać, jak nikt nigdy nie kochał nas. Potem albo przedtem zabiorę Cię na wycieczkę, pojedziemy w świat cieszyć się życiem. Będziemy jeść, to co nam przyniosą, będziemy dużo pić, nie po to, żeby zagłuszyć jakiś serca żal. Będziemy dużo gadać, o bzdurach, o planach na życie i ulubionych scenach w serialach. Będziemy mieli firmę i życie, jakiego pozazdrości nam świat. Więcej kochać się będziemy później, kiedy przejdzie Ci migrena. A że teraz się dużo kłócimy… co z tego? „Zbuduje Ci dom, taki szałas na hałas”* i wtedy będziemy kłócić się mniej. Ty będziesz kobieca, a ja romantyczny. Ty będziesz miała – coś chciała, a ja będę miał Cię. Tylko później, nie teraz. Teraz jest źle.

Lista powodów jest znacznie dłuższa więc liczę na Waszą inwencję w komentarzach. A tak już zupełnie na koniec – człowiek powinien nauczyć się rozstawać. Powinien nauczyć się szacunku do siebie i umiejętności rozmawiania ze swoim Ja. Bo intuicja nas zawsze ostrzega. I powinien nauczyć się tego, nie tylko ze względu na swoje szczęście, ale także ze względu na drugą osobę. Nie ma chyba nic gorszego, jak kochać kogoś, kto odwdzięcza się nam obojętnością, lekceważeniem i pustym wzrokiem.

*w tekście wykorzystałem dwa fragmenty z tekstu zespołu Bitamina „Dom”.

4 thoughts on “Co powstrzymuje nas przed rozstaniem?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *